Omówienie ankiety na temat „Dlaczego komunikacja zbiorowa nie jest tak popularna, jak na to zasługuje”, czyli how to #MakeZbiorKomGreatAgain [część 2]

Opublikowane przez IdP w dniu

Niedawno zamieściliśmy ogólne omówienie wyników ankiety próbującej zbadać opinie poznaniaków na temat „dlaczego komunikacja zbiorowa nie jest tak popularna, jak na to zasługuje”

http://idp.org.pl/omowienie-ankiet…eatagain-czesc-1/

Teraz kolej na bardziej szczegółowe omówienia rezultatów. Zajmiemy się z osobna każdym blokiem tematycznym problemów, jakie ankieta zaproponowała respondentom. Odniesiemy się też do „wypowiedzi swobodnych”, jakie liczni uczestnicy ankiety zamieścili po dotarciu do ostatniej sekcji. Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy tam dotarli, a jeszcze bardziej tym, którzy tam się swobodnie wypowiedzieli. Także tym, którzy nie wnieśli swoimi wpisami żadnej wartości dodanej, może raczej „odjętą”… Ponadto zacytujemy kilka opinii natury ogólnej, które wydały na się ciekawe lub znamienne.

Wszystkie wypowiedzi „swobodne” zacytujemy w postaci zgodnej z zasadami pisowni polskiej.

Przypomnijmy, że ankieta proponowała około 150 problemów, które sami wytypowaliśmy na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji dyskusji internetowych. Uczestnik ankiety mógł zaznaczyć odpowiedź, jeśli się z nią zgadzał, lub pominąć w przeciwnym wypadku. Proponowane problemy były podzielone na bloki tematyczne, ale nie były od siebie wzajemnie w żaden sposób uzależnione. Ponadto uczestnik ankiety mógł się swobodnie wypowiedzieć na tematy dowolne oraz w bloku dotyczącym postulowanych „uatrakcyjnień” przejazdu komunikacją zbiorową.

Blok tematyczny „rozkłady jazdy”

Były to pierwsze dwie sekcje ankiety. W pierwszej proponowaliśmy odpowiedzi o zbyt małych częstościach kursów odrębnie dla różnych rodzajów oraz dla różnych dni. Oto graficzne zestawienie wyników:

Wynika z tego, iż:

  • zbyta mała częstość kursów JEST problemem;
  • pasażerowie uważają za zbyt rzadkie przede wszystkim kursy sobotnio-niedzielne;
  • duży nacisk kładziony jest na zbyt rzadkie kursy linii tramwajowych oraz autobusowych w te dni, ale raczej prowadzonych przez poznańskie MPK – to znaczy na obszarze Poznania;
  • w kategorii uwag ogólnych pierwsze miejsce zajęły zbyt rzadkie kursy pociągów (w kontekście całej ankiety „kolej” i „pociągi” należy głównie utożsamiać z hasłem Poznańska Kolej Metropolitalna) – uwagi na temat kolei wyraźnie górują liczbowo nad uwagami na temat innych środków komunikacji, choć respondenci nie wyróżniają szczególnie żadnego rodzaju dni tygodnia; ergo: ogólnie kursy kolei są w odczuciu pasażerów zbyt rzadkie, by kolej stanowiła atrakcję w codziennych dojazdach.

Bez podziału na rodzaje dni tygodnia z wykresu wynika, iż po narzekaniach na częstość kursów kolei respondenci narzekają na częstość kursów autobusów gminnych, narzekania na częstość kursów w Poznaniu są w tym rankingu najmniej liczne.

Nasz komentarz:

Zgadzamy się, iż kursy sobotnie są zbyt rzadkie. W dużej mierze dotyczy to też niedziel i świąt. Jest naprawdę nieznośne, gdy w te dni widzi się wzdłuż głównych ulic (Hetmańska, Królowej Jadwigi, Wyszyńskiego i inne) korki aut przejeżdżających tłumnie Wartę, a tory tramwajowe przez długi czas pozostają puste!

Niedzielny rozkład (sezon wcześniejszy) na przystanku tramwajowym – najbliższy kurs dziesiątki za 13 minut (fot. Pieszy Miejski Poznań)

Jest to sytuacja wybitnie niekorzystna dla propagowania komunikacji zbiorowej, gdyż istotna część mieszkańców aglomeracji przejeżdża wówczas w celach zakupowych, a widząc mizerną częstość kursowania tramwajów w takie dnie, oczywiście wybiera samochód. I tak spirala się nakręca, miast odkręcać.

Poza uwagami na temat częstości kursów proponowaliśmy też wypowiedzi na temat innych wad natury rozkładowej. W odpowiedzi uzyskaliśmy następująca listę:

Odpowiedzi na temat rozkładu jazdy: skomunikowania i letni rozkład z ograniczoną liczbą kursów

Jeżeli więc przyjąć, że  głosy wskazujące na złe skomunikowanie między środkami są liczne (naszym zdaniem tak, biorąc pod uwagę, że ogólnie liczba respondentów wyniosła 205), przeważają uwagi o niewygodnym skomunikowaniu tramwajów z autobusami.

Uwagę zwracają też dość liczne głosy na temat tzw. letniego rozkładu jazdy ZTM. Uwagi te oznaczają, że pasażerowie (41%, 85 głosów) nie życzą sobie istnienia takiego „rozluźnionego” rozkładu, gdyż nie sprzyja on używaniu komunikacji zbiorowej. Takie głosy odnajdujemy także w „wypowiedziach swobodnych”;

  • tramwaje i autobusy na wspólnych ciągach komunikacyjnych kursują stadami (vide: 6, 12 i 18 na Królowej Jadwigi czy 2, 5 i 13 na Świętym Marcinie), nie jeżdżą naprzemiennie
  • tramwaj nr 16 jest zawsze przepełniony, powinien być dodatkowy tramwaj na tej linii, tak jak kiedyś jeździł nr 20
  • jeszcze głupsze jest całkowite zawieszanie linii numer 3 (która i tak jest beznadziejna, bo jeździ tylko w dni robocze 3 razy w ciągu godziny)
  • „Częstotliwość, głupcze!”. Mieszkam na Wilczaku. „Trójka” trzy razy na godzinę, od poniedziałku do piątku, do 18, to bardzo słaby komunikacyjny żart.
  • Połączenia kolejowe do miast ościennych są tak ułożone, że nie ma możliwości dojechać do pracy. Pociąg w Swarzędzu jest o 7.58, wiec nie ma możliwości być punktualnie na 8.00 w pracy. To samo dotyczy powrotu; jeśli ktoś pracuje do 16, to najbliższy pociąg jest o 17.56. Kiedyś było fajne połączenie o 7.05 do Swarzędza i o 16.30 do Poznania, które skusiłoby mnie do dojeżdżania koleją do pracy i z powrotem
  • zbyt często wypadają poszczególne odjazdy. Przy rozkładzie autobus co 20 min, wypadnięcie jednego z nich powoduje, że autobus jedzie co 40 min
  • autobusy na Strzeszyn, Morasko i Różany Potok jeżdżą zbyt rzadko. Dwa autobusy na godzinę a czasem jeden, to dramat
  • idiotyczny pomysł letniego rozkładu jazdy
  • linia 19 powinna jeździć cały dzień i w dni wolne (oraz jako linia nocna – nocą ludzie też korzystają z dworca)
  • za mało nocnych linii tramwajowych, nie wszystkie nocne linie autobusowe dojeżdżają na Kaponierę
  • słabe nocne połączenia z gminą Tarnowo Podgórne
  • częstsze kursy w centrum miasta, bo tramwaje w godzinach szczytu są przeładowane

Blok tematyczny „Bilety i opłaty”

W tej kategorii zwyciężyło krytykowanie zbyt małej liczby biletomatów! Po równo głosów (ponad połowy respondentów!) otrzymała mała liczba automatów na przystankach i w pojazdach, niewiele mniej brak wystarczającej liczby biletomatów poza przystankami. W tym ostatnim przypadku „brak wystarczającej liczby” to celowy eufemizm, gdyż takich automatów poza miejscami związanymi z przystankami nie ma prawie w ogóle. Jako przykład takiego miejsca podaliśmy hol dworca głównego od strony kładki mostowej (między właściwym holem dworcowym, wejściem na piętro parkingu i wejściem do Avenidy za pomocą „znakomitych” drzwi obrotowych). Tam automat jest, ale tylko jeden i obserwuje się kolejki do niego. To przykład miejsca, które wprawdzie wprost nie jest związane z obsługą podróżnych, lecz oczywiście obsługuje licznych „podróżnych za chwilę”. Podróżni wysiadający z pociągu bardzo chętnie zaopatrują się tu w bilety, bo mają je od razu „z głowy”, bez obawy, czy zastaną automat na przystanku lub w pojeździe, czy zapłacą kartą, czy w ogóle najbliższy automat będzie działał i czy nie będzie przepuszczał monet.

Jest to okazja do dyskusji o znalezieniu takich miejsc.

Odpowiedzi na temat zniechęcania przez układ taryfy i wnoszenie opłat

Następnie respondenci skrytykowali (ok. 40%) zbyt wysokie ich zdaniem opłaty za jazdę.

Nasz komentarz

Wyrażone w tak wysokim procencie zdanie na ten temat oznacza, że obecna taryfa jednak może stanowić barierę w używaniu komunikacji zbiorowej. Nie chcemy tu wypowiadać się na temat budżetu Miasta, wielkości dopłat – jeżeli jednak mimo istnienia korzystnej taryfy na PEKA, mimo istnienia ulgi metropolitalnej respondenci uważają tak licznie, iż przejazdy są zbyt drogie, warto w dyskusji położyć na drugą szalę argumentację na temat „co tracimy zniechęcając do zbiorkomu tych, którzy taryfę uważają za zbyt drogą”. To znaczy tych, którzy wbrew wielu racjonalnym argumentom jednak wybierają samochód.

Przykład autora niniejszego artykułu: od miejsca zamieszkania do miejsca pracy jestem w stanie dojechać komunikacją zbiorową: 1 autobus plus dwa tramwaje. W żaden sposób nie mogę tego uznać za uciążliwość mimo dwóch przesiadek. Wyjątkiem jest długość tej podróży. Trwa ona (moim zdaniem niepotrzebnie) tak długo, iż pełna opłata powinna wynieść 7 zł, co daje 14 złotych na dzień. Tak, oczywiście, używam PEKA z ulgą metropolitalną, co daje dziennie około 7,50 zł. Gdyby jednak o „trochę” zwiększyć częstość jazdy tej linii autobusowej, która rozpoczyna moją podróż do pracy, opłata biletowa wyniosłaby 5 zł, 10 zł dziennie, czyli o 29% mniej. Wniosek: dopóki w ramach wszelkich usprawnień komunikacji zbiorowej w Poznaniu nie dokonamy poprawy częstości kursów, jakości przesiadania i paru innych jeszcze elementów, opłata za podróż w ramach nie bardzo wielkiego Miasta jest zbyt droga. Dotyczy to oczywiście tych pasażerów, którzy z jakiegoś powodu nie mają PEKA lub ulgi. Biorąc pod uwagę liczbę gości mieszkających w Poznaniu i aglomeracji, jest takich pasażerów dużo. Plus oczywiście wszyscy okazjonalni przybysze koleją, których też nie jest mało.

W tym kontekście respondenci w wypowiedziach swobodnych krytycznie wyrażali się o biletach 10-minutowych za 3 zł. rzeczywiście, biorąc pod uwagę wielkość Poznania (ale także zapewne jazdę po innych częściach aglomeracji) właściwsze byłoby określenie tej ceny za kwadrans jazdy. 27% respondentów zaznaczyło problem złych przedziałów czasowych taryfy biletowej.

  • bilety czasowe są bez sensu wymyślone, bo w 10 min czasami dam radę przejechać dwa przystanki (jak jest korek); lepsze byłyby na ilość przystanków
  • ceny biletów są nieproporcjonalnie wysokie do jakości świadczonych usług i ciągle wzrastają. 
  • wycofanie biletu na 1 przejazd to błąd!
  • Biletomaty są często nieczynne, częsty brak możliwości zapłaty kartą, czasem nie przyjmują monet, wypluwając je w nieskończoność, a nawet połykają banknoty o wysokich nominałach.
  • Błędem jest niemożność zakupu biletu w pojeździe poprzez płatność kartą.

Istotną liczbę głosów negatywnych (32% respondentów zaznaczyło) otrzymał fakt niepełnego zjednoczenia taryf ZTM i niektórych przewoźników gminnych.

Aż 54 osoby zaznaczyły problem rzekomego braku aplikacji do kupowania biletów. Być może część z tak odpowiadających miała na myśli kupowanie biletów w systemie PEKA, co jest odrębnym problemem. Na szczęście braku aplikacji do kupowania biletów nie możemy potwierdzić, bo jest ich kilka. Tyle że cennik biletów kupowanych przez te aplikacje jest identyczny z cennikiem biletów tradycyjnych.

Wskazano jeszcze dwie wady systemu opłat: niewłaściwe ceny biletów krótkookresowych oraz mimo wszystko za wysokie opłaty za pośrednictwem PEKA. Tu jednak chyba nie tkwi istota problemu. To znaczy być może opłaty ogólnie są zbyt wysokie jak na nasze kieszenie i na rolę zachęcania do komunikacji zbiorowej, jednak zniżka ekonomiczna, jaką daje PEKA (szczególnie mieszkańcom metropolii), jest w porównaniu z taryfą czasową wyraźna i nie musi budzić kontrowersji.

Mało kto uznaje mapę stref taryfowych ZTM za błędną. To dobrze o niej świadczy.

Blok tematyczny „system PEKA”

Zgłaszane tu problemy pozostawały w związku z poprzednim blokiem dotyczącym taryf i wnoszenia opłat.

 

Wcale nas nie zdziwiło, że 60% respondentów uznaje za wielką wadę poznańskiej komunikacji publicznej brak mobilnej aplikacji PEKA, takiej, za pomocą której można zapłacić jak plastikową kartą PEKA. Tymczasem mnóstwo smartfonów obsługuje NFC, ludzie przyzwyczajają się do płacenia tą techniką w terminalach sklepowych. A PEKA tego nie obsługuje.

Druga wada na liście (44% respondentów) to zaskakująco długi czas między naładowaniem konta PEKA pewną kwotą za pomocą (zupełnie dobrze działającej) płatności internetowej, po czym ze środków tych nie da się natychmiast skorzystać. Rzeczywiście, ten stan rzeczy zakrawa na skandal! Z jednej strony Klient ZTM uzyskuje potwierdzenia wpłaty środków i ich istnienia na koncie PEKA, a zatem odnosi wrażenia, że nie ma przeszkód, by nimi dysponował podczas przejazdu. Wchodzi, wkłada kartę do kieszonki doładowań i… czerwone pole braku możliwości przeprowadzenia transakcji. Tylko dlatego, że tramwaj jeszcze nie zdążył się o wpłacie „dowiedzieć”, bo nie był na pętli. To nie jest akceptowalne chyba także z powodu prawa cywilnego?

Podobną liczbę głosów zdobyła „słabość” strony internetowej PEKA, która istnieje tylko w wersji przystosowanej do komputerów. Jej obsługa w telefonie to katorga, gdyż otwiera się po prostu miniaturowa wersja strony, którą dopiero po powiększeniu szczypaniem i przesuwaniu po ekraniku można jakoś przeczytać. Brak responsywnej wersji mobile coraz bardziej świadczy o pewnej archaiczności systemu. Od początku jego istnienia ta strona nie zmieniła się o jotę.

24% uczestników ankiety podziela zdanie, że system PEKA jest za mało rozpropagowany. Obserwacja niektórych dyskusji w internecie też by na to wskazywała. Kto się nie zainteresował PEKĄ z jakiegoś powodu, nie musi wiedzieć, że w ZTM istnieją TRZY równoległe sposoby obliczania ceny przejazdu: czasowy, jednoprzejazdowy i właśnie przystankowy z PEKA. I że ten ostatni zwykle jest bardzo korzystny, szczególnie z ulgą metropolitalną.

Nasz komentarz

A może należy o wiele bardziej rozpowszechnić PEKA? Może tej karty nie należy „wyrabiać” w wielodniowym zbiurokratyzowanym procesie, tylko po prostu nabyć w automacie i odpowiednio „naładować” w nim według spodziewanych potrzeb? W ten sposób gros podroży zaczęłoby być liczonych na przystanki, a nie na czas. Zapoznanie się z wypowiedziami swobodnymi pokazuje, że znaczna część pasażerów korzysta z opłat biletowych. Zapewne ZTM to potwierdzi na podstawie własnych danych. Czy rozpowszechnienie PEKA na wzór londyńskiej Oyster card/Travelcard spowodowałoby załamanie finansowe poznańskiej komunikacji publicznej? Ale czy dziesiątki tysięcy samochodów niepotrzebnie jadących po Poznaniu (Swarzędzu, Luboniu…) nie są czymś gorszym?

Mamy też czasem wrażenie, że pewna liczba użytkowników kart PEKA nie do końca wie, jak jej używać. owszem, istnieją karty na okaziciela, których przyłożenie trzeba poprzedzać wybraniem rodzaju przejazdu na kasowniku. Jednak czasem widać pasażerów, którzy choć jada w pojedynkę, przykładają imienną kartę do kasownika, na którym wcześniej wybierają +N. Zatem płacą podwójnie, nie zdając sobie z tego sprawy. Może jednak jest to zjawisko marginalne?

Innym elementem chyba zbyt mało uświadamianym jest możliwość „odbijania” karty PEKA przed wyjściem z pojazdu już od momentu, w którym na wyświetlaczu pojawia się nazwa przystanku wysiadania. Zbyt duży odsetek pasażerów robi to dopiero po zatrzymaniu się pojazdu na przystanku. Nic dziwnego, że powstają sytuacje opisane w jednej z wypowiedzi swobodnych:

t-portmonetka czasem nie chce się odbić przy wyjściu i tym samym okrada nas z pieniędzy. System do „odbijania PEKI” nie nadąża za pasażerami, którzy przy wyjściu, jeden po drugim, chcą „odbić PEKĘ”.

Problem leży w tym, ze kasownik od pewnego momentu (mniej więcej zsynchronizowanego z chwilą głosowej zapowiedzi kolejnego przystanku) prezentuje taki obraz na kasowniku:

Nie jest łatwo zwrócić uwagę, a jeszcze chyba trudniej wymagać od wszystkich pasażerów zrozumienia znaczenia tego fragmentu w górnej części obrazka:

który ma oznaczać, że dla pasażerów wchodzących (tzn. tych, którzy już wsiedli i jadą) nadal ważny jest przystanek nr 17, a dla tych, którzy chcą wysiąść JUŻ jest ważny przystanek nr 18 i nie musza czekać z „odbiciem PEKI” do samego przystanku. Grafika na ekranie kasownika naprawdę wymaga przerobienia i wyeksponowania tego elementu z przystankami.

O potrzebie pogłębienia edukacji na temat systemu PEKA świadczy też taki wpis, na szczęście odosobniony; można go zakwalifikować do grupy curiosa, gdyż świadczy o braku elementarnych informacji u autora:

nie używam komunikacji bo uważam ze PEKA to bezsensowna i zbędnie przedrażajaca obsługę opcja. dlaczego nie można płacić karta zbliżeniowa jak np we Wrocławiu? żaden turysta czy kibic nie ogarnie naszego systemu płatności i jedzie po prostu bez biletu – nonsens. PEKA to wstyd Poznania

Autor tego głosu uznaje system dający kilkudziesięcioprocentowe ulgi za droższy (!), bezkrytycznie przyrównuje do systemu wrocławskiego, w którym nie ma rozliczania przystankowego (karta płatnicza powinna w Poznaniu służyć jako bilet, ale tylko wówczas, gdy cena przejazdu jest z góry znana; przy korzystnym rozliczaniu przystankowym cena nie jest znana z góry i ustala się dopiero przed wysiadaniem) – i tak dalej.

Trzydziestu sześciu respondentów nie zawracało sobie głowy specyfikowaniem wad systemu PEKA i uznało go za ogólnie kiepski.

Kolejną część omówienia wyników naszej ankiety

rozpoczniemy od przeszkód w podróży, które pasażerowie uznają za odstręczające od chęci użycia komunikacji zbiorowej.

Publikacja wkrótce.